Master Chef Polska (5). Brakuje nam polotu czy profesjonalizmu ?

Temat Master Chefa powraca jak bumerang.  Moja subiektywna relacja odcinka poświęconego siekaniu cebuli będzie, ale na razie muszę Was prosić o wybaczenie.  Recenzja zostanie opublikowana dopiero po zakończeniu emisji całego programu. Musicie mi to wybaczyć – inaczej ktoś inny mógłby mi mieć za złe.

Czy oglądaliście niedzielny odcinek programu? Myślę, że sporo widzów, którzy zdecydowali się na spędzenie niedzielnego wieczoru z kanałem TVN,  w tym wielu sceptyków (takich jak ja), wreszcie zostało nieco ukontentowanych. Oto bowiem szanowna matka stacja TVN zaprosiła i pokazała wielką gwiazdę – Joe Bastianicha. Przyznam, że chyba po raz pierwszy od rozpoczęcia emisji programu Master Chef było żwawo i w miarę ciekawie.  Juror wersji amerykańskiej i włoskiej zachowywał się profesjonalnie. Błyskotliwość, uśmiech, wyluzowanie, a także życzliwość wobec uczestników  były przeplatane konkretnymi, rzeczowymi i kulturalnymi uwagami. Nie było machania widelcem (no, pani Magda raz pomachała, pokazując do kamery „ciaper makaron”). Brakowało też plucia, grymasów  i teatralnych gestów.  Poza kiepskim (jak zwykle) montażem, całość przedstawiała się całkiem „miło i sympatycznie”, jeżeli mogę użyć w tym miejscu języka mojej czteroletniej córki.

Czyli okazuje się, że można. Można zrobić coś fajnie, dobrze i rzetelnie. Tylko trzeba mieć polot i być profesjonalistą.  No i co Wy wszyscy o tym myślicie? Jest ten nasz Master Chef robiony z polotem? Został zmontowany profesjonalnie, jest też tak prowadzony? Czy zauważyliście jakiekolwiek zgrzyty i rozbieżności pomiędzy tym, co reprezentują nasi jurorzy, a tym, co pokazał Joe Bastianich?

Nie posądzam Was o to, że sądzicie, podobnie jak to uważa Magda Gessler, iż „gwiazdki Michelina blokują przyjemność jedzenia”.  A taką właśnie prawdę objawioną ujawniła szanowna jurorka w ostatniej niedzielnej „Uwadze”, której emisja miała miejsce tuż przed kolejnym odcinkiem programu Master Chef.  Link do dziesięciominutowego steku bzdur,  tutaj. Nie polecam obejrzeć. Nie lubię. 

Oj, zrobił TVN niedźwiedzią przysługę takim reformatorom kuchni polskiej, jak np. Wojciech Modest Amaro. Od dwudziestu lat Polska czeka na pierwszą gwiazdę Michelina i jeszcze się  takowej nie doczekała. Od dwudziestu lat Magda Gessler prowadzi lub sygnuje własnym nazwiskiem różne restauracje i żadna z tych resturacji nie doczekała się nawet tytułu Michelin Rising Star.  Wojciechowi Amaro udało się to w niespełna dwa lata. Ale to Magda Gessler, celebrytka, zachowuje się jak naczelny wódz i bogini polskiej gastronomii. Mówi do kamery to, co jej ślina na język przyniesie oraz decyduje o tym, czy gwiazdki Michelina blokują, czy też nie, przyjemność jedzenia. A niech pani, pani Magdo, zostawi gwiazdki Michelina w spokoju i moją przyjemność też !

Kompletnie nie rozumiem, czemu miał ten pseudo i hip hip hurra pean na temat Magdy Gessler służyć. Do czego miało zmierzać podkreślanie przez Annę Starmach, jak to pani Magda NAPRAWDĘ umie gotować.  Ja się zastanawiam, czy to oglądalność programu leci na łeb na szyję, czy to może o coś innego chodzi? Przypominają mi się z okresu wczesnego dzieciństwa migawki z relacji ze zjazdów partyjnych:  jak jest, wszyscy widzą, a i tak będziemy wszystkim wciskać, że jest NAPRAWDĘ, NAPRAWDĘ inaczej, czyli dobrze.

I teraz nie wiem, co mam zrobić. Czy się męczyć, czy też iść do apteki i kupić sobie Ulgix, reklamowany przez Magdę Gessler? Może akurat wygram warsztaty z panią Magdą, jak obiecuje załączona ulotka. Czy też mam zostać w domu, puścić sobie zwyczajnie wielkiego bąka i mieć wszystko w poważaniu. Do żadnej partii na pewno się nie zapiszę, a profilu publicznego pani Magdy Gessler na Facebooku nie zalajkuję. Choć jest na nim już dwieście tysięcy „lajków”.

Advertisements

One thought on “Master Chef Polska (5). Brakuje nam polotu czy profesjonalizmu ?

  1. Cóż, od dawna mówię i piszę o tym, że dopóty kultura kulinarna w Pl nie odżyje po straszliwym upadku za komuny*, dopóki będziemy mieli technika gastronomiczne uczące „zbiorowego żywienia”, zamiast akademii kulinarnych uczących „sztuk kulinarnych” (culinary arts) i wymagających od uczniów poziomu Cordon Bleu. A jeszcze ważniejsze jest przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie i podpatrywanie w kuchni od tych, którzy obecnie są najlepsi – a kto ma w Pl tę wiedzę aspirującym młodym zdolnym przekazywać? Na razie, jeśli się doczekamy gwiazdki, to tylko dzięki szefowi, który uczył się na obczyźnie.

    *Kiedy to normą było proszenie w sklepie Społem o „30 deko sera żółtego”;-) a kulinarnym parnasem był Pewex, bo tam była niemiecka czekolada z orzechami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s