Gwałt na Julii Child. Pośrednio o Master Chef

Jest taka książka, do której mam niezwykły sentyment. Wracam do niej raz na kilka lat. Czytam wybrane fragmenty i śmieję się do rozpuku. To zbiór recenzji teatralnych Antoniego Słonimskiego, drukowanych w okresie międzywojennym w Wiadomościach Literackich. Wydany również w PRLu pod tytułem „Gwałt na Melpomenie”. Recenzje napisane językiem ostrym jak brzytwa, do tej pory zachowującym aktualność, świeżość i celność, pomimo upływu czasu oraz pomimo tego, że tamten świat już od dawna nie istnieje.

Pan Antoni, który znany był z niezwykłego poczucia humoru i organizowania straszliwie śmiesznych wygłupasów wraz ze swoją paczką, był również mistrzem ciętej riposty.

Leżę ja sobie dzisiaj, jako ta kłoda, podczytuję dla poprawienia humoru recenzje pana Antoniego, bowiem dopadła mnie grypa i jesienna depresja. No i znalazłam recenzję spektaklu z 5 kwietnia 1925 roku pt „Wygnany Eros”. Zwięzła, zwarta i krótka. Wszystko sprowadza się do tego, o czym napisałam w jednym z poprzednich postów: są sprawy, które nie są warte komentarza. Pan Antoni napisał te słowa 90 lat temu. Nie warto chodzić. Jeśli się już pójdzie, nie warto słuchać. Jeśli się słucha, nie warto o tym pisać. Jeśli się napisze, nie warto czytać. Jacyś ludzie nauczyli się tego na pamięć. Dziwne. Wstyd.Dokładnie takie były moje reakcje po obejrzeniu odcinka z jajkiem i cebulą. No jakoś nie ma o czym pisać. Dziwne. Wstyd. Ponieważ jednak sporo osób prosi mnie, abym napisałam moją subiektywną relację z udziału w konkurencji polegającej na krojeniu cebuli, po której to konkurencji odpadłam, to słowa danego zamierzam dotrzymać. Relacja będzie, tylko nie dzisiaj. Jeżeli chcecie wiedzieć, co się u mnie dzieje na co dzień, to zapraszam po raz kolejny do zalajkowania na Facebooku strony DD. Prawie codziennie zamieszczam krótkie notatki i zdjęcia.

Zarówno Pan Antoni, jak i Pani Julia, oboje narodzeni w zupełnie innej epoce, byli rzetelni w tym co, robili. Nie do pomyślenia było dla nich odwalenie chałtury.

Jeżeli się pisało, to pisało się bez błędów ortograficznych. Jeżeli się gotowało, to się tłumaczyło co, jak i dlaczego. Czy ktoś pamięta z książki Julii Child o jej życiu w Paryżu, ile czasu zajęło jej opracowanie przepisu na sos holenderski? Ona szukała, sprawdzała, badała, próbowała, a nie kopiowała. Nazwy dań i technik miały znaczenie. Jeżeli ktoś pisał i mówił, przykładowo, o ganache, to wiadomo było, o co chodzi. Do czego zmierzam ? Do panującej bylejakości, a nawet skłonności do fałszowania rzeczywistości. Mam na myśli sprawy drobne, być może na pierwszy rzut oka nieistotne, ale pisząc te słowa myślę także o zagadnieniach istotnych, telewizji, która dzisiaj jest szalenie opiniotórcza, o różnych blogach. Myślę sobie o pani Makarowskiej, dietetyczce występującej również w telewizji TVN, która wydała dobrze sprzedającą się książkę – z cudzymi przepisami. Pamiętacie? Myślę sobie o ostatniej okładce magazynku Kuchnia. Pisała o tym Ania Włodarczyk.

Myślę też o sprawdzaniu i podawaniu źródeł, dbałości o szczegół, staranności – czyli o prostej, zwykłej rzetelności. Ktoś dokonał gwałtu na Julii Child. Julia Child była ucieleśnieniem takiej rzetelności, mrówczej pracy, precyzji, talentu, humoru i inteligencji – wszystkiego tego, czego brakuje programowi Master Chef. Et voila.

Reklamy

2 thoughts on “Gwałt na Julii Child. Pośrednio o Master Chef

  1. Bardzo ciekawie napisane. Ja się pod tym podpisuję rękami i nogami. Myślę, że tylko rzeczy rzetelne (strony, magazyny, programy, blogi, itp.) są w stanie wybić się z papki bylejakości, a przynajmniej zostać docenionymi przez wartościowych ludzi.

    • Aniu, dziękuję. Też chciałabym, aby tylko rzetelne artykuły, programy, blogi, strony wybijały się z papki byle jakości….ale poza paroma polskimi blogami, które się wybiły prezentując w tym samym czasie rzetelną wartość merytoryczną, popularność zdobyło (lub też bardziej właściwie – zdobyły czytelników) kilka – kilkanaście blogów – koszmarków, prezentujących wręcz mierne treści, infantylny język…chyba chodzi o to, że te ostatnie jakością wpisują się w pewien typ odbiorcy – to taki odbiorca, który w swojej kuchni będzie testował papirus do smażenia itp.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s